Forum  Strona Główna

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Pathfinder II - Kalendarium

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> RPG / Pathfinder
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Patefon
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lis 2015
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 23:19, 14 Gru 2016    Temat postu: Pathfinder II - Kalendarium

Występują:
Mikołaj - Kapłan Lorn 1 Lev
Jan - Wojownik Muradin 2 Lev
Iza - Złodziej
Jędrek - Mag Alagos 1 Lev
Dawid - Strzelec 1 lev

Dawid - Wojownik Grejmold 1 Lev R.I.P.
Dawid- Bard 2 lev R.I.P.
Patryk - Barbarzyńca Wuabadug 2 Lev R.I.P.
Rafał - Łowca R.I.P.

Wpis 1

Dzień 1-5

Po rozejrzeniu się po mieście ekipa decyduje się aby dowiedzieć się więcej poszukiwanej eskorty.
Dowiadują się od karczmarza Gizmo, że poszukują eskorty dla karawanu, będzie to trwać 2 tygodnie, pracować będą dla firmy Aspis Consorcjum. Podróżnicy przyjmują ofertę.
Po spokojnej nocy w karczmie zjawiają się na miejsce rozpoczęcia karawany. Karawaną dowodzi Eryk.
Zaczęli jechać, pierwsze dni były łagodne, ale dzisiaj wjeżdżamy w góry...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Patefon dnia Wto 16:53, 21 Mar 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Patefon
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lis 2015
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 23:05, 11 Sty 2017    Temat postu:

Wpis 2

Dzień 6

A więc dzisiaj wjechaliśmy w góry. Nie trzeba było długo czekać aby coś się stało. Skały zawaliły się tuż przed wozami i wyleźli, ohydne orki zaczęły szarżować na nasze wozy. Ochroniarze zaczęli się bronić niemal natychmiastowo tłukąc się z pierwszymi orkami, Wabug wyskoczył z wozu aby zaatakować pierwszego ujrzanego prymitywnego członka jego rasy, Muradin taktycznie atakował i bronił swoich pobratymców, Grejmold próbował atakować ich ale tylko ich wkurzył,Elf-pedał stojąc majestatycznie na wozie i strzelał i zarywał do orków, Mag wybudził się z medytacji i zaczął obmyślać plan działania, a kapłan i kocia złodziejka spali w swoich objęciach upici winem ( ͡° ͜ʖ ͡°)... Gdy Wabug zabił jednego orka cztery inne rzuciły się na niego i spałowali jak psa ale Wabug zdołał uciec i z pomocą Muradina i ochroniarzy zniszczył tą fale orków. U Grejmolda nie było tak pięknie gdy pięć orków zaatakowało biednego wojownika ten niemal od razu zemdlał półmartwy i walczył o każdy oddech. gdy nasz nieudolny wojownik się obudził zaczął panicznie łapać swoje wnętrzności podczas gdy ork skakał po jego twarzy.Gdy wreszcie się ogarnął wskoczył pod wóz i płakał tam. Mag po obmyśleniu superplanu postanowił napieprzać w orków kwasowymi kulami i magicznymi rakietami co okazało się zadziwiająco skuteczne. Gdy mag skakał i biegał po wozie Grejmold krzyczał z bólu ponieważ wóz co chwilę gniótł jego nogę pod innym kątem. Gdy Grejmold otrzeźwiał postanowił zrobić bandaż z własnych obsranych gaci i plakał po mamę do końca bitwy. Gdy ekipa złożona z Wabuga, Muradina, Maga, ochroniarzy i stojącego z tyłu i strzelającego elfa-ciotę skatowali orki dwaj orkowie postanowili popełnić honorowe samobójstwo. Po bitwie Eryk z powodu strat postanowił oddać śmiałkom i Grejmoldowi Wóz z dwoma koniami i zapasami zamiast zapłaty w zamian za pomoc w walce. Nie będzie dobrze jak dalej będą umierać od małej grupy orków co z nimi będzie...?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Patefon dnia Pią 0:22, 13 Sty 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Patefon
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lis 2015
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 0:21, 13 Sty 2017    Temat postu:

Wpis 3

Dzień 7-11

Po kilku spokojnych dniach jazdy ujrzeli wystającą znad drzew wierzę, z dala widać było opłakany stan w jakim była. Po rozbiciu obozowiska Muradin, Woabadug i Grejmold Postanowili doszczętnie przeszukać ruiny zamku (podczas gdy kocica i kapłan głośno się kochali, a bezimienny
elf-homoseksualista prawdopodobnie robił to samo ze śpiącym upojonym cydrem Alagosem). Gdy złupili zamek(podczas gdy wojownicy regularnie się kłócili o łupy) postanowili pobiesiadować w obozowisku, co wyglądało trochę depresyjnie ponieważ krasnolud i człowiek siedzieli przy oddzielnych ogniskach a ork spał regenerując siły na następny dzień. Gdy nagle banda orków która śledziła ich od kilku dni wyszła z ukrycia i skorzystała z okazji aby zemścić się za swoich ludzi. Gdy Wabug próbował się rozbudzić a Grejmold załapać co się dzieje, dzielny Muradin perfekcyjnym uderzeniem przekroił wzdłuż pierwszego napotkanego orka, na co każdy ork który to zobaczył postanowił honorowo uciec do lasu zostawiając za sobą smugę ciepłego moczu na ziemi (podobna pachniała jak strach ale to powiedział człowiek który grzebał godzinę wcześniej w kupie gówna). Zdeterminowany ork po ty jak się rozbudził natychmiastowo przystąpił do walki i z Muradinem Postrachem Orków sklepali następną grupkę orków, Grejmold jakoś sobie z nimi poradził i wyszedł z tego z zadziwiającą ilością ran w stosunku do ostatniego starcia z tą rasą. Tak więc Dzielni Woabadug i Muradin Postrach Orków a także Grejmold pokonali najazd orków na skromne obozowisko. Było lepiej niż ostatnio i chyba ci co uciekli przekażą, że nie zadziera się z kolegami Muradina. [/b]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Patefon dnia Pią 0:23, 13 Sty 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Patefon
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lis 2015
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pią 22:42, 13 Sty 2017    Temat postu:

Wpis 4

Noc dnia 11

Jeszcze nie zdążyli odetchnąć po walce z orkami a w bramie zamku pojawiły się połyskujące w ciemności niebieskie ślepia. Podirytowani przystąpili do walki, okazał się to być mistrz kościotrupów i dwa podwładne szkielety. Gdy złodziejka, kapłan, mag i łucznik budzili się w wozie wojownicy i barbarzyńca już walczyli. Pierwszy zaatakował Wabug to było świetne uderzenie, prawie idealne trafienie... ale prosty silny barbarzyńca nie wiedział, że dla takich stworzeń jak one zwykłe bronie są jak wykałaczki. Gdy pół-ork to zobaczył coś w nim pękło i załamał się w środku widząc że przemoc fizyczna nie zniszczy każdego D:.Gdy Barbarzyńca stał w oszołomieniu dostał od mistrza kostków i padł ostro ranny. Muradin próbował strzelać z kuszy ale coś mu nie wychodziło więc przerzucił się na stary dobry topór tłukł martwe anorektyczki. Grejmold próbując zrobić coś wrogom został arogancko przez nich sklepany, spałowany, zbity, obity,sktatowany, sklepany, Generalnie umarł motzno. Gdy Mag strzelał w spokoju do wrogów magicznymi rakietami, jedna <przypadkiem> poleciała w ledwo żywe ciało człowieczego wojownika, cóż już nie jest ledwo żywy. Kapłan biegał i upgredował broń walczącym a złodziejka wbijała kościotrupom miecz między żebra xD. Gdy pokonali samobójcze bulimiczki (głównie z pomocą Maga) zaczęli się zastanawiać skąd się wzięły, po dłuższym czsie doszli do wniosku, że w zamku musi się jeszcze kryć nekromanta który nimi sterował.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Patefon
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lis 2015
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 22:37, 18 Sty 2017    Temat postu:

Wpis 5

Dni 12-17

Po walce gdy już chcieli iść spać nagle usłyszeli wysoki męski głosik wołający o pomoc. Przez to że nie mogli spać poszli sprawdzić co wydaje te piski. Gdy odnaleźli źródło głosu w zignorowanej wcześniej części zamku okazało się że to niziołek który mówił że jest bardem. Siedział skuty w celi i klucz był po drugiej stronie krat. Gdy go już uwolnili Muradin postanowił zbadać drzwi od których śmierdziało niemiłosiernie. Po lekkim uchyleniu drzwi ujrzał ogra tuż przed nim. Wszyscy przystąpili do ataku. Walka była zawzięta ale ogr był silny jak niemało kto. Po tym jak kilku już leżało zza pierwszego ogra wyłonił się drugi co wprawiło w osłupienie tych żywych i tych ledwo zipiących. Dwa ogry to nie był łatwy orzech do zgryzienia. Po pewnym czasie stał jedynie Muradin który zadał finalny cios pierwszemu ogrowi. Gdy drugi ogr to zobaczył schował się do swej komnaty. Po tym jak krasnolud dociągnął wszystkich nieprzytomnych do obozu i ich leczyć wszyscy zaczęli obmyślać plan. A więc po kilku dniach odpoczynku wparowaliśmy do celi na z góry ustalone pozycje. Gdy ogr wybiegł zaszarżował w Muradina i mocno go zaatakował lecz krasnolud otrzepał się i przystąpił do ataku. Mag z tyłu strzelał w ogra magicznymi pociskami łucznik próbował trafić w przeciwnika, a bard podśpiewywał motywującą pieśń. Gdy Muradin padł od ciosu ogra doczołgał się do barda a ten go uleczył. Gdy Wabug został sam na froncie wymierzył dwa potężne ataki w ogra czego ten nie ogarnął i zginął jak pies. Po przeszukaniu ogrów i komnaty wrócili do obozu a na nich czekali podróżnicy którzy przypadkiem tu się znaleźli ale nie poszczędzili okazji aby potargować.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janek
Nowicjusz



Dołączył: 25 Lut 2016
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto 20:15, 31 Sty 2017    Temat postu: Kalendarium

Wpis 6

Dzisiejszego dnia bohaterowie postanowili przeszukać dokładniej cały zamek razem z jaskinią trolli. W jaskini trolli krasnolud w jednej z pokrytych gównem ścian coś w typie włącznika i otworzył przejście. Przed bohaterami ukazał się długi ciemny i już nie pokryty gównem korytarz. Pierwszy poszedł Muradin za nim Wabug a na końcu szedł bezimienny elf homoseksualista. Muradin po kilku krokach ze swoją lampą zauważył trochę inny fragment podłogi niż inne wiec postanowił po namyśle na nim stanąć delikatnie niczym 120 kilowy czołg, wtedy totalnie nic się nie stało. Dla pewności Wabug szybko zamienił się z Muradinem na miejsca, i w tamtym momencie podłoga pod orkiem i elfem się zapadła, ponieważ nieświadomy krasnolud staną na przełączniku który uruchomił zapadnie za nim. Elf pedał niczym dzika małpa wyskoczył. Pół ork nie miał tyle szczęścia przez co spadał łapiąc się kamiennych ścian. Ork po upadku nabił się na kolce i stracił praktycznie wszystkie swoje mikstury zdrowia, które zaczęły mu spływać po udzie a ten aby ich nie zmarnować starał się nabity na kolce zlizać ten płyn. Muradin aby sprawdzić czy pół ork żyje podpaloną pochodnie zrzucił mu na głowę co Wabug poczuł ponieważ dało się słyszeć przeraźliwy krzyk. Ork starał się wspiąć po ścianach i w momencie kiedy widział już światło lampy kamień który chwycił wysunął się i zaczął spadać ale udało mu się w ostatniej chwili złapać. Wabug pod sobą zaczął słyszeć dziwne bulgotanie i ślinienie się czegoś, więc szybko niczym orkowa małpka wskoczył szybko obok krasnoluda i poszli dalej. W między czasie elf znalazł deskę i przeszedł po niej na drugą stronę. Wszyscy doszli do skrzyżowana korytarzy gdzie Muradin zapalił jedną z wiszących pochodni i zapaliły się inne. Drużyna postanowiła pójść w prawo gdzie znaleźli drzwi. Ork zaczął się dogłębnie smarować maścią leczącą. Muradin otworzył drzwi za pomocą swojego wspaniałego przenośnego taranu. Za drzwiami znaleźli dziwny uchwyt jakby na lustro. Wabug postanowił kontynuować dogłębne smarowanie w rogu pomieszczenia. Bardzo odważny elf został w drzwiach a Muradin podszedł do statywu i jakieś dziwne małe świecące ogniki zaczęły na niego przechodzić. Elf pedał podszedł do Muradina i na pomiędzy elfem statywem i krasnoludem przeskakiwał prąd. Elf postanowił dołączyć Wabuga do zabawy i zaczął smarować mu smarować plecki i wtedy też na orka zaczęły przeskakiwać płomyczki i wtedy odpalił się magiczny portal na tym statywie na którym ukazał się widok fotela przy kominku zza którego wystawała ręka.
Po pewnym czasie rozmowy okazało się że był to Lich który władał tymi ziemiami i zaproponował Bohaterom prace za to że zabili jego sługów. Drużyna dostała od niego kolejne zadanie i rozkaz wyruszenia w dalszą drogę....


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janek
Nowicjusz



Dołączył: 25 Lut 2016
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto 21:48, 31 Sty 2017    Temat postu: Kalendarium

Wpis 7

Dni 17-20

Bohaterowie po wyjściu z podziemi zamku na drodze nieopodal zobaczyli przebiegającą grupę śmierdzących chłopów z widłami kosami i innymi narzędziami rolniczymi. Po chwili przebiegła kolejna grupa chłopów teraz z wozami pośród, po pewnym czasie przejechał ok 17 letni chłopak na kłapouchym ośle z o wiele za dużym hełmem i naostrzonym patykiem. Następnie znowu grupa śmierdzących chłopów a za nimi rycerz który wyglądał zamożniej. Krasnolud postanowił wyciągnąć jednego chłopa z tego zgrupowania i zapytać co się stało ten mu odpowiedział
- O panie wielki smok o taki wielki - rozciągnął ręce jak bardzo mógł
- A gdzie on jest ? - spytał Muradin
- O tam panie a nie chyba tam a jednak tam - pokazał kilka razy chłop
Wszyscy oprócz elfa pedała ponieważ on nic a nic się nie odzywał postanowili wyruszyć w drogę razem z chłopami. Jechali tak i starali się dowiedzieć się czegoś więcej o smoku ale nieudolnemu bardowi i reszcie nie udało dowiedzieć się czegoś nowego oprócz tego że sam król wybrał się z armią na to polowanie. Po dniu jazdy z śmierdzącymi chłopami dotarli do skrzyżowania z karczmą z której ludzie wysypywali się oknami. Po całym tym niby obozie chodziła kapłanka lecząca chłopów i dając im jakieś rzeczy i widać było że ludzi których dotykała leczyła i uszczęśliwiała. W tym niby obozie znajdował się też namiot jakiegoś rycerza był on omijany przez wszystkich. Znajdował się też tabor kupiecki gdzie ceny były o 200% wyższe niż normalnie. Przy dużym ognisku siedział też starszy wieśniak a przy nim dużo młodszych i wszyscy się ślinili ponieważ opowiadał on o tym że BYŁ W MIEŚCIE i tam były TRZY PIĘTROWE DOMY pokazując na ręce pięć palców w co inni i nie wierzyli mówił też o KAMIENNYCH DROGACH nie takich z GÓWNA. Był tam też niewielki teatr kukiełek gdzie krasnolud spędził pół godziny. Krasnolud postanowił spytać się o żołdaka stojącego przy namiocie kto w nim mieszka i czy może z nim rozmawiać porozmawiali dowiedział się on kilku rzeczy. Alagos też z nim rozmawiał. Alagos jak mało inteligentna istota stanął na środku obozu i zaczął rzucać zaklęcie zauroczenia które miało zaczarować kapłankę w tym samym czasie kiedy rzucał je wszyscy chłopi patrzyli na niego jak na idiotę, zaklęcie nie zadziałało. Kolejnego dnia drużyna wyruszyła w dalszą drogę. W trakcie jazdy po wiśniakach widać było że zaczyna im trochę odwalać."Ponieważ wszyscy wiedzą że taki chłop oprócz swojej wioski nie widzi nic innego i jak mówi się że coś może trwać nawet miesiąc to on i tak nie ma poczucia czasu więc weźmie ser i bułkę, i to tyle". Dlatego po drodze wszystkie rośliny były wyjedzone z drzew kora zjedzona. Po dłuższej chwili jazdy pod wieczór zrobił się zator i trzeba było odganiać zdziczałych już chłopów. Po przepchaniu się przez zator Drużyna dotarła do miejsca gdzie widoczny był fort nad rzeką wokół którego wejścia był pół okrąg chłopów przed którymi leżały ciała nafaszerowanych ciał nawet niektóre były nadal w pozycji atakującej z widłami. Alagos i Muradin postanowili porozmawiać z strażnikiem w forcie. Mag zaproponował mu magiczną książkę ale ją odrzucił Muradin postanowił dać mu whisky i wtedy strażnik zgodził się przepuścić za opłatą 200 gold'a wtedy Muradin utargował na 150 gold'a z uzasadniając to posiadaniem w drużynie 2 ELFÓW w tym jednego pedała. Po przejechaniu ujrzeli NIE ZJEDZONY LAS. Przejechali trochę do obozu Króla w którym mag i krasnolud zdobyli informacje bard został bardzo mocno postrzelony przez strażników w kolano. Teraz wszyscy czekają na decyzje króla....


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Yogzzzu
Nowicjusz



Dołączył: 22 Paź 2016
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:11, 02 Lut 2017    Temat postu:

Wpis 8

Jak to się mawia sen jest jedną z podstawowych (po jedzeniu, piciu, oddychaniu i kopulowaniu) potrzeb istot żywych, i kto się nie zgodzi z tym jakże mądrym stwierdzeniem? Na nieszczęście drużyny obozowisko, w którym przyszło im spędzić ostatnią noc w jej trakcie powiększyło się co najmniej dwukrotnie i cały czas dało się tam usłyszeć odgłosy, biegania, mlaskania, kopulowania i ogólnie wszelakie możliwe odgłosy życia.

Drużyna obudziła się niewyspana i poirytowana całonocnym zgiełkiem. Wszyscy mieli popsute humory. Na ich nieszczęście obozowisko, które teraz z ładnego, całkiem uporządkowanego skupiska wozów i namiotów zmieniło się w coś na kształt dwugwiazdkowego obozu dla uchodźców nadal się powiększało. Wszędzie kręcili się jacyś wieśniacy, przybyli zapewne z najbliższych wiosek.

Wczesnym przedpołudniem rozniosła się informacja iż smok, tutejsza główna atrakcja (bo jakby inaczej), osiedlił się za najbliższymi wzgórzami. Drużyna w te pędy ruszyła obejrzeć przerażającą bestię. Smok wymościł się wygodnie na spalonej polanie, jego małe, gadzie oczka łypały nienawistnie na wszystkie strony pilnując czy ktoś się do niego nie zbliża. Cały czas zajęty był obgryzaniem krowich gnatów oraz eleganckim, jak na smoka, rozrywaniem tych jakże biednych zwierząt na strzępy. Część drużyny widząc ogrom bestii zlękła się, zdała sobie sprawę, że oto ma przed sobą coś co jest na samym szczycie łańcucha pokarmowego i, że dla tego tworu zabicie ich będzie jednym, zupełnie niewymagającym ruchem łapką. Nawet jeśli to nie rozmiar smoka był powodem ich strachu, to za pewne przekonała ich malownicza panorama spalonej wsi, z której pozostały jedynie dymiące zgliszcza i dwa kominy, które to stanowiły idealny krajobraz na pierwszą randkę dla Algosa i jego wybranki. Z kolei pół-ork, Wuabadugiem zwany, zaczął snuć zupełnie nieprzystające żadnej, nawet orczej, istocie fantazje na temat, za pewne, jak to orki mają w zwyczaju, lizania smoka.

Nagle, zupełnie niespodziewanie zza zakrętu wypadło kilka wozów zaprzęgniętych w i tak oszalałe ze strachu konie, którym to założono na łby specjalne worki, aby przynajmniej nie widziały bestii. Na wozach dumnie, niczym jacyś bohaterowie, stali chłopi, można się było doliczyć ich prawie setki! Chłopi jak to chłopi uzbrojeni byli w patyki z nabitą na nie kupą, a co poniektórzy mieli nawet widły! Lecz znaleźli się chłopi jeszcze inteligentniejsi! Trudno jest w to uwierzyć, ale upletli oni prowizoryczne hełmy lub kolczugi z wikliny, a jeden z nich, najprawdopodobniej wywodzący się z elit intelektualnych miast tarczy, na którą zapewne nie było go stać, dzierżył najprawdziwsze drzwi od wychodka, które gdzieniegdzie nadal były obsrane. Szarża lekkiej jazdy chłopskiej wyglądała zjawiskowo. Niestety jeden z wozów miał drobne problemy techniczne - nagle odpadły mu wszystkie koła i wylądował w rowie. Gapiowie, którzy obserwowali wydarzenie wydali z siebie gromkie 'och' współczucia. Wtem, niespodziewanie, okazało się, że ci, którzy wylądowali w rowie mieli niezwykłe szczęście, które graniczyło z cudowną, boską ingerencją, gdyż reszta ich towarzyszy zginęła w przeciągu kilku sekund. Smok usłyszawszy hałas uniósł łeb i jakby od niechcenia pacnął łapką jeden wóz, drugi przygniótł ogonkiem, a pozostałe postanowił ogrzać swoim ognistym oddechem. Przy okazji zgromadził sobie idealny zapas chipsów do chrupania w przerwach między snem. Po całej okolicy dało się słyszeć jęki i wrzaski ginących chłopów. Drużyna wielce wstrząśnięta tym wydarzeniem postanowiła wrócić do obozowiska.

Gdy bohaterowie rozprawiali między sobą o najlepszych sposobach na pozbycie się okrutnej bestii chłopi z całego obozowiska postanowili połączyć się w sieć telepatyczną i razem, siłą swojego IQ równego zeru wymyślić kolejny sposób na zamordowanie smoka. Skoro przemoc nie podziałała to trzeba spróbować podstępu! Chłopi stworzyli kukłę baranka, którą wypchali siarką i smołą, a następnie podrzucili gadzinie. Jeden z nich udawał owcę i to nawet tak realistycznie, że smok obudził się i połknął fortel, a przy okazji również podkładającego głos chłopa. Nic się nie stało. Nic, a nic. Najwyraźniej ten smok lubił siarkę i smołę, najpewniej matka karmiła go tym od smoczej kołyski.

Po południu kotka i niziołek wybrali się do chłopów z próbą przekonania ich do poddania się pod rozkazy ichniejszej drużyny. Niestety chłopi olali ich ciepłym moczem i powrócili do swoich mało inteligentnych dyskusji.

Wtem, nagle znikąd pojawił się błędny rycerz, który to postanowił samemu, w pojedynkę pokonać bestię. Nie słuchając się żadnych porad i prób perswazji kotki, on na pewno był homoseksualistą, ani błagań krasnoluda, chociaż kto go tam wie, przyodział swoją zbroję i przypuścił szarżę na smoka. Co prawda smoka drasnął, ale ten trzasnął go ogonem z taką siłą, że nieszczęsny błędny rycerz wykonał trzy salta, śrubę i dwie gwiazdy w powietrzu nim z okropnym, donośnym gruchnięciem legł na ziemi.

Wtem wokół namiotów królewskich zrobiła się wrzawa, pojawił się herold, który przy dźwiękach trąb odczytał królewski dekret o tym jak to król byłby wdzięczy za ukatrupienie kreatury i jak to oddałby w zamian za to swoją córkę, tron i skarb. Słysząc to pół-ork padł na kolana i wygłosił deklarację do niebios o tym, że zabije smoka i poślubi ohydną, chociaż jak na orcze standardy piękną, Hermenegildę.

Do dnia następnego nie zdarzyło się nic ciekawego, nie licząc tego iż pół-ork dał się przeruchać handlarzowi i stracił dwie mikstury leczące w zamian za gówno.

Następnego ranka nadal niewyspana drużyna postanowiła podjąć jakieś sensowniejsze działania lecz dowiedziała się, że nawet próba przekupstwa smoka nie podziałała, nie zgodził się na opuszczenie tych terenów w zamian za stadko dziewic i niewinnych dziewic. Pożarł je. Zdaniem kotki te dziewice nie były już dziewicami, w tych czasach są one gatunkiem wymarłym. W między czasie wykształcił się smoczy kult, który zaczął wychwalać smoka pod niebiosa. Drużyna zaczęła czynić kolejne kroki w kierunku zgładzenia bestii, kotka postanowiła iść nawet do umierającego w spokoju błędnego rycerza, ale ten był nieprzytomny, więc sobie poszła.

Wszystko było cudownie do momentu, gdy nie pojawili się jacyś pachołkowie roszczący prawo do zabicia smoka. Kotka, która to ma chyba okres, przez swoją niewyparzoną gębę i wrzaśnięcie 'spierdalajcie' sprowadziła na drużynę zagładę. Przeciwnicy zaatakowali. Drużyna próbowała się bronić, ale jedynym, który faktycznie dał sobie radę był krasnolud - przez cały okres trwania bitwy prowadził on szaleńczą wymianę ciosów z jednym przeciwnikiem. Kotka, elf, niziołek, pół-ork i mag zaniemogli, nie byli w stanie dłużej walczyć. Gdy pół-ork kompulsywnie wcierał maść uzdrawiającą w sutki krasnolud postanowił się poddać. Drużynę ograbiono z cenniejszych przedmiotów. Zrozpaczony pół-ork, którego imię brzmi jak wrzask tonącego znalazł swój miecz u handlarza, który to był kutasiarzem i chciał mu odsprzedać za osiem tysięcy GP.

Jak dalej potoczą się losy drużyny? Tego nikt nie wie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janek
Nowicjusz



Dołączył: 25 Lut 2016
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto 21:15, 07 Mar 2017    Temat postu:

Wpis 9

Dni ok 23-25

Nasi bohaterowie po długim przygotowaniu i planowaniu jak pokonać smoka postanowili jednak z nim porozmawiać. Po drodze do smoka dzielny pół ork Wabug zagubił się i reszta drużyny nigdzie go nie widziała.

Reszta drużyny na czele z niskim bardem a na samym końcu z elfem pedałem wyrusz w drogę do smoka. Kiedy dotarli niziołek razem z bezmózgim orkiem tak się przestraszyli, że nic nie mówili nawet ork zaczął wydalać dziwny zapach kupy.

Dzielna kocia złodziejka jako jedyna z całej drużyny potrafiła wydać z siebie jakikolwiek dźwięk, który by nie był przeraźliwym krzykiem paniki. Po chwili z Magicznej Mgły która pojawiła się obok śpiącego smoka pojawiła się piękna młoda kobieta, która okazała się smoczycą i opowiedziała drużynie że została okradziona ze swoich jajek. Wszyscy oprócz elfa pedała który przez całą przygodę nie wydukał z siebie ani słowa postanowili pomóc smoczycy odnaleźć skradzione jajka.

Kocia złodziejka postanowiła poprosić o pomoc króla któremu opowiedziała całą historię a on ją wtrącił do więzienia i wyruszyli do miejsca gdzie znajdowała się wcześniej przez smoczycę pokazana jej jaskinia.

Reszta Drużyny nie wiedziała co się dzieje więc wyruszyli za kolumną armii i zbiegowiskiem chłopów. Mag jako najmądrzejszy ze wszystkich zauważył, że kolumna zmierza w stronę leża smoczycy, więc użył swoich zaklęć by skontaktować się ze smokiem. Smok odebrał wiadomość a po krótkiej chwili przed konwojem zapalił się las. Zbiegowisko chłopskie rozbiegło się po lasach i pewnie poluje teraz na wszystko co się rusza.

W trakcie zamętu Bohaterowie odnaleźli zamkniętą w klatce kocią złodziejkę. Złodziejka opowiedziała jaka jest głupia i jakie głupie głupoty zrobiła po krótkiej wymianie słów pomiędzy orkiem a kocicą drużyna rozdzieliła się na dwie mniejsze gdzie ork, elf i niziołek wyruszyli do lasu a następnie wybiegła na nich grupa chłopów z patykami w gównie i ich porwała.

Zostali tylko Muradin, Algos i kocica, którzy rozbili obóz i czekali na wiadomość od smoka, która nadeszła niespodziewanie szybko.

Następnego ranka pojawiła się smoczyca w postaci człowieka i przeteleportowała ich do swojego leża gdzie Muradin ledwo powstrzymał się od pływania w złocie.

Jaskinia była cała odizolowana od świata nie było w niej żadnych dziur niczego co prowadziło by na powierzchnię. Algos użył wykrywania magii którym odkrył zaklęcia które zbudowały taką jaskinie, ale prócz tego odnalazł zaklęcie teleportacji i wieki dziwny bąbel skalny. Muradin obkopał bąbel i w środku odnaleźli coś wyglądającego na nie udaną teleportację w skałę było to coś na rodzaj ludzkiej rzeźby.

Ciekawe czy bohaterowie odkryją kto ukradł jajka smoczycy....


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Janek dnia Wto 21:16, 07 Mar 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janek
Nowicjusz



Dołączył: 25 Lut 2016
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Sob 14:30, 11 Mar 2017    Temat postu:

Wpis 10

Dni ok 25-28

Bohaterowie po zbadaniu połączenia skały z człowiekiem odkryli a dokładniej Muradin odkrył, że odcień złota z, którego zrobiony był pierścień wydobywany jest tylko w Ardach. Podobnie też przypomniał sobie o tym, że jego wuj miał podobny płaszcz do tamtego ciała a, wuj mówił "Jak płaszcz to tylko z Ardach".

Wszyscy poszli więc do smoka przekazać mu wieści. Smoczyca powiedziała, że przeteleportuje bohaterów do Ardach. Jednak przed wyruszeniem zuchwały krasnolud poprosił o złoto na ekwipunek dla każdego. Smoczyca z wielkim zdenerwowaniem i niechęcią dała mu i reszcie złoto a następnie dała im monetę która przeteleportuje ich z powrotem a potem ich przeteleportowała w okolicę Ardach.

Obudzili się w lesie nieopodal rzeczki słysząc ćwierkanie ptaków. Po chwili kiedy doszło do nich, że są gdzieś zobaczyli za drzewem swój wóz z pijanym kapłanem. Postanowili wyruszyć. Po pewnym czasie dotarli do małej chatki na totalnym zadupiu.

Podeszli do chatki zapukali i usłyszeli "Chwileczkę" które brzmiało jak jakaś starsza babcia. Za chwilę było słychać otwieranie drzwi i jakiś 100 zamków, zasuwek i kłódek a nawet było słychać przewrócenie belki. Nagle drzwi się otworzyły na jakieś 5 cm. Staruszka zapytała się czego chcą. Po krótkich wyjaśnieniach i pokazaniu drogi staruszka wpuściła drużynę do środka. W trakcie wchodzenia było słychać takie znudzone życiem "hau" co potem okazało się być Azorkiem.

Staruszka zaprosiła bohaterów do stołu i podała kociołek na stół. W kociołku znajdowała się breja pachnąca jakby była gotowana na kapcu. Staruszka nalała każdemu trochę zupki. Algos zjadł ze smakiem ponieważ jako student jadał gorsze rzeczy. Kocia złodziejka która była w ciąży z kapłanem odmówiła zupy ale zapytała czy nie ma ogórków kiszonych takich 3 dniowych z bitą śmietaną. Lecz nie było. Muradin źle się poczuł więc zapytał gdzie jest wychodek. Był on za domem.

Muradin po przejściu przez kuchnie która nie była sprzątana od zawsze. Wyszedł na zewnątrz i zobaczył chyba zbudowany z kupy wychodek. Wiec postanowił postawić klocka obok bo i tak było to bez różnicy. W trakcie stękania usłyszał z krzaków jakieś bulgotanie wiec wysilił się bardziej i posadził takiego kloca, że było słychać wszędzie.

Po zrobieniu klocka bardzo szczęśliwy wrócił do domu. Staruszka pokazała gdzie mogą iść spać. Rano staruszka naszykowała złocistą jajecznicę z kiełbasą. Po zjedzeniu jej zapędziła do roboty wszystkich a potem zrobiła obiad. Bohaterowie podziękowali i pojechali dalej do Ardach. Staruszka powiedziała żeby zajrzeli do niej jeszcze kiedyś.

Po dotarciu do Ardach Algos i Kocia złodziejka poszli do karczmy. Muradin natomiast poszedł do kasyna gdzie zarobił trochę pieniędzy a potem wszyscy poszli spać.

Czy bohaterowie odnajdą złodzieja w Ardach......


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Janek dnia Sob 16:39, 11 Mar 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Janek
Nowicjusz



Dołączył: 25 Lut 2016
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Polska

PostWysłany: Wto 17:31, 21 Mar 2017    Temat postu:

Wpis 11

Dni ok 28 - 29

Po zagoszczeniu w karczmie mag poszedł czytać pustą księgę w koncie pokoju śliniąc się i dotykając. Kapłan spał nadal pijany a kocica w jego objęciach. Muradin wyruszył na miasto. Kupił on sobie jakieś rzeczy konia wyczesał brodę i zrobił inne rzeczy. Po drodze wracając do karczmy usłyszał głos " Muradin!!!! "
Zdziwił się bardzo ale zobaczył, że ktoś go woła z kuźni obok.

Okazało się, że był to jego wujek Zahim. Muradin został zaproszony przez wuja do barki w przystani, która była karczmą dla krasnoludów. Było to typowe miejsce spotkani dla krasnali bójki alkohol zakapturzone typy no tak swojsko. Zahim grał w kości ze znajomymi na takie sumki niewielkie no tak do pogrania. Muradid dołączył się i po krótkiej rozmowie dowiedział się trochę o pierścieniu i do kogo należał. W pewnym momencie rozległa się plotka, że stolik w rogu kibicował ogrom a nie krasnoludom w meczu który przegrały. Rozległa się masakra każdy bił co popadnie. Po pewnym czasie wyszli Muradin z Zahimem i jego kolegami. Spalili jakąś elfią konstrukcje na rondzie. Kogoś pobili i inne pijackie rzeczy.

Muradin obudził się rano w chlewie z jakąś świnią i jedyne co pamiętał był to wujek Zahim mówiący " WPADNIJ JUTRO " Very Happy. Muradin wrócił do karczmy gdzie spotkał kocicę która prawie zemdlała od jego zapachu. Po ogarnięciu się wyruszyli do Zahima. Zapytał się on czy nie mogą przyjąć syna klijęta do siebi bo on chciał by pozwiedzać. Wszyscy się zgodzili ponieważ był on strzelcem a taka osoba była potrzebna.

Zahim poprosił Muradina o to by odebrał dług od jednego kupca na co on przystał. Wyruszyli oni do kupca, który po lekkim szantażu zgodził się oddać pieniądze ale wieczorem. Bohaterowie udali się do sklep gdzie wpadli w pułapkę zbirów po ich odparciu Muradin próbował dostać się na górę ale na schodach dostał włócznia i wrzątkiem. Drużyna uciekła z miejsca zdarzenia do karczmy. Po drodze byli śledzeni.

Czy przeżyją, a może trafią do więzienia ......


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strona Główna -> RPG / Pathfinder Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin